Rozjeżdżają lasy, płoszą zwierzynę i ptaki. Zagrażają turystom i spacerowiczom. Nie pozwalają kontemplować śpiewu ptaków i szumu wiatru. Okazuje się, że walka z quadami nie jest z góry skazana na przegraną.
– Jest zdecydowanie lepiej niż w ubiegłym roku. Na pewno nie spotyka się w lesie tylu quadów. Motorów i samochodów terenowych też jest jakby mniej – nie ma wątpliwości Zbigniew Klawikowski, komendant Straży Leśnej w Nadleśnictwie Gdańsk. – W ubiegłym roku nałożyliśmy rekordową liczbę mandatów na kwotę niemal 60 tys. zł i są efekty – dodaje. W tym roku udało się ukarać tylko kilkunastu quadowców; każdy zapłacił od 500 do 1000 zł mandatu.
Na zdjęciu – przypadek sprzed kilku dni. Quad, poruszając się z dużą prędkością po leśnych drogach, niemal staranował pojazd pracownika Służby Leśnej. Dzięki udanej współpracy ze Strażą Graniczną kierowcę quada udało się zatrzymać. Został ukarany mandatem w wysokości 1000 zł. Warto zaznaczyć, że pieniądze te (podobnie jak inne mandaty nałożone przez Straż Leśną) zasilają w całości budżet państwa, nie zaś kasę nadleśnictwa.
Leśnicy przypominają: wjazd pojazdem silnikowym do lasu jest zabroniony. Drogi leśne nie wymagają specjalnego oznakowania zakazującego wjazdu. Odwrotnie, droga leśna, po której można się poruszać samochodem (lub quadem), musi być wyraźnie oznakowana jako dopuszczona do ruchu lub posiadać choćby drogowskaz (do miejscowości, leśniczówki itp.)
Jeśli pojawiają się wątpliwości, czy dana droga jest drogą publiczną, czy może leśną, lepiej z niej nie korzystać, niż ryzykować wysoki mandat.
Tekst: Witold Ciechanowicz
Nadleśnictwo Gdańsk
Zdjęcia: Z. Klawikowski, Z. Skibick